Prawdziwa Babcia

Dziś chyba nie ma już prawdziwych babć. Prawdziwa babcia ma kilka charakterystycznych cech, które odróżniają ją od babć udawanych. Po pierwsze, ma siwe włosy i jest duża. Dba bardziej o relacje z innymi ludźmi – zwłaszcza z wnukami – niż o figurę. Po drugie, robi pyszne pierogi, naleśniki i kotlety mielone. Po trzecie, płyną z niej potężne fale ciepła, serdeczności i miłości. Kocha swoje wnuki i jest dla nich ostatnią deską ratunku. Jak nie można nic wskórać u rodziców, idzie się do babci.

Jak patrzę na dzisiejsze wymalowane, wyfiokowane i pofarbowane „babcie”, które próbują zatrzymać uciekający czas; „babcie” udające nastolatki, które w legginsach biegną na siłownię aby szlifować figurę; „babcie”, dla których samorealizacja i prowadzenie firmy są ważniejsze niż spacer i gra w warcaby z wnukiem; jak tak na nie patrzę, to myślę sobie, że prawdziwych babć już nie ma.

Moja babcia Regina była prawdziwą babcią. Jednak mimo olbrzymich pokładów ciepła i dobroci była też prawdziwym twardzielem. Poza tym należał jej się tytuł mistrza świata w kategorii ciętej riposty. Kiedyś, wiele lat przed moim urodzeniem była piękną kobietą – wiem to ze zdjęć. Potem przyszły straszne czasy – II wojna światowa i czasy powojenne. A potem została babcią.

babcia-regina

Kiedy miałem kilka lat na naszym podwórku stała komórka, która była własnością sąsiadów. Ich syn Mariusz, kilkunastoletni podrostek, coś tam zawsze majstrował. Któregoś razu pozostawił na dachu komórki odymiacz do pszczół i gdzieś sobie poszedł. Wcześniej jednak – żeby mnie zniechęcić do interesowania się tym urządzeniem – powiedział, że jest to coś bardzo niebezpiecznego, co za chwilę może wybuchnąć. Ja oczywiście spanikowałem i od razu poleciałem zapłakany do babci. Babcia nie spanikowała tylko rozzłościła się, że ktoś tak bardzo przestraszył jej wnuka. Poszła na podwórko, schowała odymiacz i jak gdyby nigdy nic usiadła na ławeczce. (Były to czasy gdy babcie miały jeszcze czas aby posiedzieć na ławeczce na podwórku.) Po pewnym czasie przyszedł Mariusz. Był bardzo zdziwiony, że na dachu nie ma tego co tam zostawił. Spytał więc babcię czy nie wie co stało się z jego odymiaczem. W odpowiedzi usłyszał, że odymiacz wybuchł.

Albo inna historia. Tę znam z rodzinnych opowieści. Kiedyś babcia nie została zaproszona na wesele swojej siostrzenicy. Po kilku dniach przyszła siostra babci (matka panny młodej), która organizowała wesele i zaczęła się tłumaczyć dlaczego nie zaprosiła na to wesele mojej babci. Tłumaczenie było najgłupsze jakie można sobie wyobrazić.

– Nie zaprosiliśmy cię bo przecież wiemy, że ty nie pijesz.

Na co babcia:

– Co ty Tereniu, przecież ja piję! I to jak! (W rzeczywistości babcia naprawdę nie piła.)

Po czym przyniosła z piwnicy jakąś butelkę wina i tak polewała siostrzyczce, że Terenia całkiem nieźle się wstawiła.

I jeszcze jedna opowieść – z czasów gdy babcia była już bardzo stara i schorowana. Mimo podeszłego wieku systematycznie jeździła autobusem na działkę pod Lublinem. Kiedyś w drodze na przystanek zaatakował ją duży pies. Czy babcia się przestraszyła? Oczywiście, że nie. Zaczęła okładać psa siatką (nie wiem co w niej było). Czym pies bardziej szczekał, tym babcia z większą złością walił go po łbie siatką. W końcu pies odpuścił. Wiem, że babcia na pewno by nie odpuściła.

***

Wieczny odpoczynek racz jej dać Panie,

A światłość wiekuista niechaj jej świeci.

Niech odpoczywa w pokoju wiecznym,

Amen

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *