Dukat gdański Michała Korybuta Wiśniowieckiego z 65. aukcji WCN – dwie zagadki

Numizmatyka jest nauką, która przez cały czas dynamicznie się rozwija. W pewnych okresach szybciej, w innych wolniej, stale jednak następuję przyrost wiedzy numizmatycznej. Mimo to istnieje wiele obszarów niezbadanych oraz pytań, na które jak dotąd nie znaleziono odpowiedzi. Dotyczy to zwłaszcza niskich nominałów, które w przeszłości były przez badaczy lekceważone. Jeśli chodzi o monety z najwyższej półki – talary i dukaty – mogłoby się zdawać, że są już one prześwietlone na wszystkie strony i żadnych tajemnic tam nie ma. A jednak nawet tu są pytania bez odpowiedzi. Dzisiejszy wpis dotyczy takiej właśnie złotej monety, z która wiążą się dwie zagadki. Mowa o dukacie gdańskim Michała Korybuta Wiśniowieckiego z roku 1670, który został sprzedany na 65. aukcji WCN.

***

W czasach panowania Michała Korybuta Wiśniowieckiego (1669-1673) mennica gdańska rozpoczęła swą aktywność w połowie roku 1670. 15 maja Rada Miejska podjęła uchwałę o biciu szelągów i dukatów. Jako ciekawostkę można dodać, że do końca 1670 roku osoby prywatne mogły przynosić do mennicy własne złoto, które było przekuwane na dukaty. Opłata za tę usługę wynosiła 5-6 groszy[1].

Dzierżawcą i kierownikiem mennicy był wówczas Daniel Lesse. Grubsze monety bite pod swoim zarządem znaczył on inicjałami „DL” oraz czasami herbem Lewart. Funkcję probierza pełnił Christian Schirmer, rytownikiem zaś był jeden z najwybitniejszych medalierów XVII stulecia, Jan Höhn młodszy. Znane jest jeszcze nazwisko mincerza Daniela Lagatza. Mennica gdańska emitowała w tym okresie jedynie szelągi, dukaty i dwudukaty.

Fot. WCN

Dukaty z roku 1670 prezentują bardzo wysoki poziom artystyczny. Na awersie widnieje znakomity portret Michała Korybuta Wiśniowieckiego wkomponowany w obwódkę wewnętrzną. Władca występuje tu w bujnej peruce, na którą została nasadzona korona (przerywająca otok wewnętrzny). Król został przedstawiony jako wódz: w zbroi i z szarfą dowódczą na piersi. Napis w otoku jest standardowy: MICHAEL D G REX POL M D L RUS PRUS.

Równie piękny jest rewers. Nad herbem Gdańska umieszczona została skomplikowana kompozycja roślinna o bogatej symbolice:

  • u dołu dwa liście palmowe – symbol płodności i zwycięstwa
  • wyżej wieniec laurowy – symbol sławy i triumfu
  • u góry gałązka oliwna – symbol pokoju oraz dobrobytu i dostatku

Był to klarowny przekaz propagandowy sławiący króla i jego politykę. W czasach Michała Korybuta wymienione symbole były jasne i czytelne – oczywiście dla tych, którzy obracali monetami o tak wielkiej wartości jak dukat. Wracając do opisu rewersu, herb Gdańska został przedstawiony z dwoma lwami – trzymaczami, poniżej zaś litery „DL” – inicjały dzierżawcy, a u dołu jego herb Lewart na tle gałązek oliwnych. Wyobrażenie rewersu zostało przedstawione w obwódce wewnętrznej, przerwanej u góry przez omówioną wyżej kompozycję florystyczną. Napis otokowy – podobnie jak na awersie – brzmi konwencjonalnie: MON AUREA CIVITAT GEDANENS 1670.

Mimo iż na monecie nie ma inicjałów rytownika, biorąc pod uwagę wysoki poziom artystyczny monety oraz wiedząc kto był wówczas w mennicy gdańskiej rytownikiem, jest niemal pewne, że autor stempli to Jan Höhn młodszy.

***

Jakiś czas temu prowadziłem dyskusję ze znajomym kolekcjonerem na temat tego, jak powinienem opisać w katalogu szelągów ryskich Zygmunta Wazy znak menniczy dzierżawcy Ottona von Meppen – „lis” czy „liszka”. Znajomy twierdził iż słowo „liszka” jest anachronizmem i w katalogu powinno się znaleźć słowo „lis”. Ja jednak nie dałem się przekonać. Po pierwsze, mam słabość do anachronizmów. Po drugie (i ważniejsze), słowo „liszka” niesie ze sobą dodatkową treść, której brakuje określeniu „lis”. Otóż informuje ono iż jest to lis płci żeńskiej.

O tym, jak dużą wagę przykładano w XVII wieku do płci przedstawianych stworzeń świadczy omawiany dukat Michała Korybuta Wiśniowieckiego. Przyjrzyjmy się lwom podtrzymującym herb Gdańska. Jak widzimy, o ich płci męskiej świadczą nie tylko bujne grzywy.

 

Liszka i lew (fragment lwa)

***

Przejdźmy teraz do wspomnianych na początku wpisu zagadek. Oto zagadka nr 1. Co i dlaczego zadziało się na stemplu rewersu w miejscu dwóch ostatnich cyfr daty?

Widzimy tam wyraźną przebitkę 69/70. Dlaczego jednak pierwotnie umieszczono tam cyfry 69, skoro decyzja Rady Miejskiej o biciu dukatów zapadła dopiero 15 maja 1670 roku? Czy była to pomyłka rytownika? Wydaje się to mało prawdopodobne. Raczej nabito cyfry 69 świadomie. Niewykluczone, że już pod koniec 1669 roku wiedziano w mennicy, że Rada Miejska podejmie uchwałę o biciu dukatów i zawczasu przygotowano stemple. A może sama Rada zleciła wykonanie stempli. Z jakichś powodów decyzja przesunęła się do 15 maja następnego roku. W związku z tym dwie ostatnie cyfry daty należało zmienić. Są to oczywiście luźne hipotezy nie mające pokrycia w źródłach poza-monetarnych. Być może jednak w przyszłości wypłynie jakiś dokument z tego okresu i rzuci nowe światło na sprawę.

Kolejne pytania dotyczą sposobu zmiany dwóch ostatnich cyfr daty. Nie mamy tu do czynienia z prostą przebitką cyfr, jak np. na widocznym niżej orcie gdańskim, gdzie cyfry 3 i 4 są tej samej grubości i widać wyraźnie, że normalna czwórka została nabita na normalną trójkę.

Fot. WCN

W przypadku omawianego dukata przebite cyfry są ledwo widoczne, cieniutkie i miejscami poprzerywane. Znowuż nasuwają się dwie hipotezy. Albo mamy do czynienia z pomyłką rytownika, który przed nabiciem właściwych cyfr na stempel wykonał pierwsze delikatne uderzenie, przy pomocy którego oznaczył miejsce ostatecznego nabicia punc. Omyłkowo zamiast 70 nabił delikatnie 69, ale w porę się zorientował i umieszczając właściwą datę nabił 70. Ślady cyfr 69 pozostały jednak widoczne. Hipoteza ta wydaje mi się mało prawdopodobna. Po pierwsze dlatego, że – jak sądzę – nie mamy tu do czynienia z omyłką rytownika, o czym pisałem wyżej. Po drugie hipoteza ta nie wyjaśniałaby przerw w rysunku przebitych cyfr 6 i 9. Przerwy tego typu w rysunku cyfr czy liter można niekiedy dostrzec na monetach bitych zapchanym stemplem lub stemplem z literą czy cyfrą nabitą uszkodzoną puncą.

W przypadku omawianego dukata, biorąc pod uwagę dwie pierwsze cyfry daty  trudno mówić o uszkodzonej puncy. Mielibyśmy tu raczej do czynienia z wypełnieniem cyfr 69 na stemplu (być może mosiądzem), a następnie nabiciem w tym miejscu cyfr 70. O takiej metodzie regeneracji stempli pisałem jakiś czas temu:

http://blognumizmatyczny.pl/2020/11/15/przyczynek-do-rozwazan-nad-metodami-regeneracji-stempli-w-mennicach-zygmunta-iii-wazy/

***

Teraz zagadka nr 2. Nie dotyczy ona omawianej odmiany dukatów gdańskich króla Michała Korybuta, lecz konkretnego egzemplarza sprzedanego na 65. aukcji WCN. Otóż na awersie monety, na ramieniu władcy została nabita koszmarna kontrmarka z koniem. Rysunek zwierzęcia jest dość nieporadny, kontrmarka zaś – duża, głęboka i przytłaczająca subtelny rysunek awersu monety.

O ile przy zagadce nr 1 można stawiać mniej lub bardziej prawdopodobne hipotezy, tak w przypadku zagadki nr 2 możemy jedynie zestawiać fakty i zadawać pytania, na które niestety nie ma póki co sensownych odpowiedzi. Kiedy i przez kogo została nabita kontrmarka z koniem? Czy mamy tu do czynienia z kontrasygnaturą kolekcjonerską, czy też jej przeznaczenie było zupełnie inne? Jaki jest związek monety z 65. aukcji WCN z innym dukatem Michała Korybuta „ozdobionym” kolejną kontrmarką – również dużą i paskudną.

Fot. WCN

I na koniec, co trzeba mieć w głowie żeby w tak bezmyślny sposób zeszpecić wybitne dzieło sztuki, za jakie z pewnością można uznać dukata gdańskiego Michała Korybuta Wiśniowieckiego z roku 1670?

Poniżej galeria nieoszpeconych dukatów gdańskich z roku 1670:

https://coinstrail.com/pl/catalog/poland/michael-korybut/gold_ducat/61d413e34ff16410e35c482

***

[1] M. Gumowski: Mennica gdańska, Gdańsk 1990, s. 164

2 przemyślenia nt. „Dukat gdański Michała Korybuta Wiśniowieckiego z 65. aukcji WCN – dwie zagadki

  1. Nie wypowiem się w kwestii zagadek, ale nomenklatury taksonomicznej Wydaje mi się, że zasadniczo powinno się użyć określenia lisica, a w nawiasie dodać określenie (arch. liszka). Wszyscy byliby ukontentowani. Ale to taki moje widzimisię rzecz jasna a tekst super

    1. Oczywiście masz rację. Ale mi i tak bardziej podoba się liszka. Podobnie jak imię „Hanusz” ma dla mnie sto razy więcej uroku niż prozaiczne „Jan”. Tak więc mimo zasad poprawności językowej nie nazwę liszki lisicą, Hanusza Trylnera Janem Trylnerem, a Hanusza Ecka Janem Ecke 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *