Poniższy króciutki wpis przygotowałem pod koniec marca 2026 roku. Jakoś mi się zawieruszył i o nim zapomniałem. Ostatnio natknąłem się na ten tekst (wrzucony nie do tego folderu co trzeba) i postanowiłem wstawić na blog. Sądzę, że wcale się nie zdezaktualizował, a biorąc pod uwagę ceny kilku trojaków lubelskich licytowanych w ostatnich miesiącach, jest jak najbardziej na czasie. Liczę na dyskusję i komentarze pod wpisem oraz na fb (gdzie zamieszczę link do dzisiejszego wpisu).
***
14 marca odbyła się aukcja AN Michała Niemczyka, na której trojak lubelski 1597.2-16-C-a (typ bez znaków menniczych, z portretem nr 16 i z rozstrzeloną datą) został wylicytowany za prawie 25 tysięcy złotych (z prowizją). Od tego czasu otrzymałem od Czytelników bloga liczne pytania dotyczące tej monety i kwoty, którą musiał zapłacić szczęśliwy nabywca – dlaczego cena poszybowała tak wysoko?
Fot. AN Michał Niemczyk
Określenie „wysoka cena” jest bardzo nieprecyzyjne. Co to właściwie znaczy „wysoka”? Do jakiej kwoty cena byłaby jeszcze niska albo znośna, a od jakiej już nie?
Byłoby ono uzasadnione wówczas, gdybyśmy mieli jakąś skalę porównawczą — punkt odniesienia. Na przykład wtedy, gdyby w ciągu ostatnich dwóch–trzech lat trojaki tej odmiany były kilkakrotnie sprzedawane na aukcjach numizmatycznych. Moglibyśmy wtedy powiedzieć: w zeszłym roku moneta pojawiła się dwa razy i ani razu nie przekroczyła 10 tysięcy. Kwota 25 tysięcy jest zdecydowanie wyższa, czyli cena jest wysoka.
Niestety (albo stety) nie posiadamy takiego punktu odniesienia. Lubelski trojak 1597.2-16-C-a jest tak rzadki, że — o ile mi coś nie umknęło — ostatni i jedyny raz pojawił się na aukcji około 15 lat temu. Niewykluczone, że kolejna okazja do jego zakupu pojawi się dopiero za następne 10–15 lat.
Tak więc odpowiadając wprost na pytanie „dlaczego tak drogo”:
- Rzadkość
- Stan zachowania (moneta naprawdę bardzo pod tym względem przyzwoita)
W numizmatyce czasami nie chodzi o to, czy coś jest „drogo” — tylko o to, jak często w ogóle ma się szansę to kupić.
Na koniec pytanie do Czytelników bloga:
Czy kwota 3000 guldenów austriackich i obraz J. Matejki „Lisowczyk” to dużo czy raczej niewiele za florena Władysława Łokietka? I czy — mając takie możliwości — zdecydowalibyście się zapłacić taką cenę za pierwszą polską złotą monetę?
***





