Poznańska hybryda 1595/1596 – bardzo ciekawy trojak z kolekcji kol. Tytusa

Po dzisiejszym wpisie nastąpi nieco dłuższa przerwa świąteczno-noworoczna. Potrwa ona do stycznia. Tymczasem – po przeczytaniu dzisiejszego artykułu – zapraszam do lektury archiwalnych artykułów i postów.

A z okazji zbliżających się Świąt wszystkim Czytelnikom bloga życzę wesołych Świąt Bożego Narodzenia oraz szczęśliwego Nowego Roku.

***

Nie po raz pierwszy inspiracją do wpisu na blogu stało się forum TPZN. Jakiś czas temu pojawił się tam tytułowy trojak – moneta należąca do kol. Tytusa (który na forum TPZN systematycznie prezentuje swoje niezwykle interesujące – zazwyczaj rzadkie i piękne – trojaki Zygmunta III).

Trojak koronny Zygmunt III Waza, 1595; moneta z kolekcji kol. Tytusa

Na pierwszy rzut oka moneta nie różni się od innych – trojak jak trojak. Prawdziwy miłośnik starych monet nie poprzestaje jednak na pierwszym rzucie oka. Na awersie widzimy portret króla oraz napis otokowy: SIG III D G REX PO M D L 95. Na rewersie u góry widnieje rzymska liczba III (wartość monety), pod nią Orzeł Biały, ukoronowany Snopek i Pogoń, poniżej napis w trzech wierszach: GROS ARG / TRIP REG / POLONIAE (dwie ostatnie litery pisane ligaturą). Pod napisem umieszczone zostały: róża (herb dzierżawcy mennic wielkopolskich Hermana Rüdigera), Lewart (herb podskarbiego Jana Firleja), po bokach herbu litery „I – F” (inicjały podskarbiego), zaś po prawej stronie, na dole monety – gałązka z jagodami.

Trojak byłby dość banalny gdyby nie ostatni z wymienionych elementów. Zestawienie awersu z datą (15)95 z rewersem prezentującym opisany wyżej schemat, gdzie jednak zamiast gałązki z jagodami widnieje ruszt – znak menniczy Andrzeja Laufferta – jest dość popularne.

Trojak koronny Zygmunt III Waza, 1595; moneta z archiwum WCN

W przypadku omawianego trojaka zamiast znaku mincerskiego „ruszt” mamy jednak „jagódki”. Jak to wyjaśnić? I co na to katalogi? Bardzo wymowny jest fakt, że w katalogu trojaków T. Igera moneta jest nieobecna. (Już ten fakt powinien zapalić nam czerwoną żarówkę z tyłu głowy). W katalogu Cz. Kamińskiego i J. Kurpiewskiego trojak z „jagódkami” widnieje pod numerem 797 z szacunkową rzadkością R2. Z kolei w katalogu E. Kopickiego (2007) jest to poz. 645 ze stopniem rzadkości R3. Moneta została tu przypisana (ze znakiem zapytania) mennicy wschowskiej lub poznańskiej. Zerknijmy jeszcze do katalogu najsłynniejszej polskiej kolekcji numizmatycznej E. Hutten-Czapskiego. Omawiany trojak został tu umieszczony (w suplemencie) pod numerem 6717.

W związku z powyższym musimy odpowiedzieć sobie na kilka pytań:

  • Czy moneta została wybita w mennicy wschowskiej, czy raczej w poznańskiej?
  • Skąd wzięły się jagódki na monecie z roku 1595?
  • Czy aby na pewno szacunkowa rzadkość trojaka to R2-R3?

Aby udzielić właściwych odpowiedzi, powinniśmy przypomnieć sobie, do kogo należał znak mincerski „gałązka z jagodami”. Pisałem o tym w zeszłym roku na blogu:

http://blognumizmatyczny.pl/2017/05/13/trojak-1596-z-galazka-z-jagodami-bledne-atrybucje-w-katalogach-t-igera-i-e-kopickiego/

Gałązka z jagodami był to znak menniczy Jana Dittmara, który został kierownikiem mennicy wschowskiej dopiero w roku 1597. Wynika stąd jednoznacznie, że „jagódki” nie mogły być umieszczone na monecie ze Wschowy z roku 1595. Omawiany trojak pochodzi więc z pewnością z mennicy poznańskiej.

Jednakże w roku 1595 Jan Dittmar nie był jeszcze kierownikiem mennicy również w Poznaniu. Kontrakt na prowadzenie mennicy podpisał dopiero 1 stycznia 1596, a umowa została roborowana, czyli urzędowo potwierdzona dopiero 1 lipca. Być może dopiero wówczas przejął on faktycznie obowiązki mincmistrza. Jak więc jego znak mincerski mógł trafić na monetę z datą 1595? Aby wyjaśnić tę zagadkę musimy poznać pewne fakty dotyczące produkcji menniczej.

Przy biciu trojaków mincerz bezpośrednio uderzał młotem w stempel górny, który w związku z tym zużywał się szybciej. Miało to zauważalne i znaczące konsekwencje. „Stemple górne, narażone na bezpośrednie uderzenia młota niszczyły się kilkakrotnie szybciej niż dolne, masywniejsze i chronione amortyzującym krążkiem monety (…) Większa trwałość stempli dolnych powodowała konsekwentne umieszczanie na nich wizerunków bardziej czasochłonnych, np. stron portretowych monety” (M. Widawski: Stempel menniczy – projekt i realizacja, [w:] Stempel monet – obraz a słowo. XIII Ogólnopolska Sesja Numizmatyczna (2004), red. M. Gącarzewicz, Nowa Sól 2006, s. 127). Tak więc do wciąż dobrego stempla awersu – z portretem króla (i w naszym przypadku z datą) – dobierano stempel rewersu, który po zużyciu wymieniano na inny, a potem na następny. Tak więc jednemu stemplowi awersu odpowiadała grupa kilku następujących po sobie stempli rewersu.

Na początku roku 1596 stempel awersu omawianego trojaka z datą (15)95 był jeszcze dobry, nie było więc powodu aby go wyrzucać. Dobrano do niego następny stempel rewersu, tym razem z „jagódkami” – nowym znakiem menniczym, nowego mincmistrza.

Można by się jeszcze zastanawiać, czy rzeczywiście od razu na początku roku 1596 zaczęto umieszczać na monetach „jagódki”. Pamiętamy przecież, że Jan Dittmar objął swe obowiązki dopiero w połowie roku. Nie ma na to prostej odpowiedzi. Być może w mennicy poznańskiej pracowała nie jedna lecz dwie „linie produkcyjne” i jedna z nich – ta, która używała stempla z datą (15)95 na awersie – została wstrzymana na okres kilku miesięcy i uruchomiona dopiero w lipcu. Albo też z jakichś innych przyczyn dobry jeszcze stempel awersu z niepozorną datą „ukrytą” w napisie otokowym trafił do magazynu, skąd został wydobyty w drugiej połowie roku 1596.

Zostało nam jeszcze pytanie o rzadkość monety. W tym miejscu trzeba podkreślić, że zarówno E. Kopicki, jak i Cz. Kamiński i J. Kurpiewski byli w błędzie określając rzadkość omawianego trojaka na R2-R3. Jest to szacunek z pewnością zaniżony. Jedyny egzemplarz – poza trojakiem kol. Tytusa – jaki widziałem (również na forum TPZN) – pochodzi z kolekcji E. Hutten-Czapskiego. Wydaje się, że nie byłoby nadużyciem określenie rzadkości trojaka datą (15)95 na awersie i „jagódkami” na rewersie na R6-R7.

***

Przy okazji, podzielę się pewną refleksją na temat używanego powszechnie dziesięciostopniowego systemu określania rzadkości monet. Wydaje się on nieco fikcyjny. Nie bardzo potrafię sobie wyobrazić w jaki sposób można zbadać czy szacunkowa rzadkość monety to dajmy na to R2 (znanych 3001-15 000 egzemplarzy) czy R1 (znanych 15 001-40 000 egzemplarzy).

Dużo lepszy jest chyba system – spotykany już niekiedy w katalogach – z założenia mniej ostry (a przez to bardziej wiarygodny) i mniej rozbudowany. Optymalna wydaje mi się skala czterostopniowa:

RRR – moneta wielkiej rzadkości, w zasadzie niedostępna na rynku numizmatycznym

RR – moneta bardzo rzadka, w obiegu numizmatycznym pojawiająca się sporadycznie

R – moneta rzadka, jednak co jakiś czas (systematycznie) pojawiająca się w handlu

bez indeksu – moneta popularna

3 przemyślenia nt. „Poznańska hybryda 1595/1596 – bardzo ciekawy trojak z kolekcji kol. Tytusa

  1. Napisane ciekawie i przyjemnie jak zawsze 🙂 Co do dziesięciostopniowego systemu oznaczania rzadkości, ostatnio wysunąłem identyczne wnioski. Jest on zbyt nierealny i z czasem wymaga bardzo częstych aktualizacji. Kiedyś próbowałem go usprawnić jednak to nadal nie było to co chciałem uzyskać. Tak jak piszesz najlepszy jest ten eRkowy czterostopniowy. Prosty, spełnia swoją funkcę i określa rzadkość nie tworząc w naszej wyobraźni często błędnych wizji typu „ooooo (!) to R5 tylko 120 do 26 sztuk na świecie !!”. Stopień rzadkości powinien być czymś szerzej pojętym niż ramami liczbowymi, by mógł bardziej elastycznie dopasowywać się do upływu czasu. W końcu w większości katalogów bazuje się na monetach, które wystąpiły w handlu, zbiorach muzealnych czy obecnych dużych zbiorach a przecież cały czas na rynek wychodzą nowe pozycje, których nigdy wcześniej nikt nie brał pod uwagę np w szacowaniu rzadkości. To wszystko z upływem czasu zbiera się i zmienia stopień. Ponad to, według mnie nie ma monety zachowanej w jednym egzemplarzu. Nigdy w to nie uwierzę. Dlatego też doszedłem do wniosku, iż lepiej powiedzieć „bardzo rzadka ” niż określić to cyferkami.

  2. Panie Dariuszu. 01 lipca 1596 nastąpiła w Poznaniu roboracja Umowy dzierżawy mennicy poznańskiej, zawartej 01 stycznia 1596, pomiędzy H.Rudigerem, a Janem Ditmarem. Roboracja, czyli zgłoszenie w urzędzie, legalizujące zawartą umowę pomiędzy stronami. S.Tymieniecki podaje tą informację na podstawie zachowanego dokumentu z archiwum w Poznaniu (Inscriptiones posnanienses Vol II fol.333. Wniosek, że Ditmar fizycznie dzierżawił od stycznia mennicę, a nie od lipca. Tym bardziej jest to uprawdopodobnione tym, że z końcem grudnia 1595 Laufferta nie było już w Poznaniu. Ditmar nie pojawił się też w Poznaniu nagle. Przypuszczam, że był tam co najmniej od 1593, bo w II połowie 1594 pełnił przecież funkcję administratora mennicy poznańskiej z ramienia W.Jansa, gdy ten przebywał w Bydgoszczy. Pozdrawiam

    1. „Roboracja, czyli zgłoszenie w urzędzie, legalizujące zawartą umowę”.

      Wniosek: wcześniej umowa nie była wiążąca. Przy tej interpretacji Dittmar dopiero od lipca faktycznie dzierżawił mennice poznańską mimo iż umowę podpisał w styczniu. Wydaje mi się, że roboracja to nie tylko formalne przedłożenie w urzędzie istniejącej już i działającej umowy. Dzięki roboracji i urzędowemu zatwierdzeniu umowa nabiera mocy prawnej. Tak rozumiem termin roboracja.

      ***

      „Ditmar nie pojawił się też w Poznaniu nagle. Przypuszczam, że był tam co najmniej od 1593, bo w II połowie 1594 pełnił przecież funkcję administratora mennicy poznańskiej z ramienia W.Jansa”

      Oczywiście, że był w Poznaniu. Po nastaniu rządów Rüdgera początkowo pełnił jednak skromną funkcję zwykłego mincerza.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *